Chwilka. Dosłownie chwilkę. Muszę coś wygrzebać z plecaka.
(...)
Z KALENDARZA.
1. 30.11 - Kartkówka z fizyki.
2. 30.11 - Rozprawka z polskiego.
3. 01.12 - Sprawdzian z biologii.
4. 02.12 - Kartkówka z chemii.
5. 02.12 - Odpytywanie z religii.
6. 04.12 - Kartkówka z chemii, ponownie.
7. 04.12 - Sprawdzian z matematyki.
8. 04.12 - Projekt z angielskiego.
9. 08.12 - Sprawdzian z niemieckiego.
10. 09.12 - Sprawdzian z polskiego.
11. 11.12 - Sprawdzian z geografii.
12. 18.12 - Sprawdzian z angielskiego.
13. 18.12 - Egzamin ze skrzypiec.
14. 19.12 - Prezentacja z literatury muzycznej(przewidywalny termin).
15. 20.12 - Słuchowisko z polskiego.
16. 06.01 - Lektura na polski.
Nic nie zmyśliłam, żeby robiło gorsze wrażenie, jeśli ktoś tak myśli.
Oto powód mojego "mood" na dzisiaj.
Nie wiem, czy chce mi się jeszcze coś do tego dodawać, bo to chyba mówi samo za siebie.
Po prostu mam dość.
Na taki nastrój idealny jest zespół Bôa, który od dawna bardzo lubię.
Słucham sobie właśnie ich albumu, "Twilight"(który, dzięki Bogu, nie ma nic wspólnego z tym filmem).
Wokalistka ma świetny głos, mogłabym się z nią zamienić.
Jeśli już jesteśmy przy muzyce, polecam też "This Will Destroy You" oraz "Explosions in the Sky".
To świetne zespoły Post Rockowe, mogłabym ich słuchać bez przerwy.
Muszę jakoś ściągnąć ich albumy.
Marzę o tym, żeby mieć już pustą, nowiutką rubrykę w dzienniku z ocenami. I nie chodzi o to, że mam je złe, tylko o to, że zwyczajnie nie chcę się już przejmować. A będę miała się czym przejmować(patrz wyżej). Jeśli jakiejś z tych rzeczy nie obleję, będzie po prostu wspaniale. Są takie przedmioty, z których jak dostanę tróję, to się cieszę. Mianowicie biologia i literatura muzyki(jeszcze z kształcenia słuchu czasem). Z reszty jak dostanę 3, to jestem na siebie potwornie zła. Potwornie. Więc, żeby nie mieć problemów, z wszystkich tych rzeczy muszę dostać czwórę, czyli dobry, oprócz biologii. Niewykonalne? Chwila, sprawdzę, mam wątpliwości.
(...)
1. Uda się. Jakoś.
2. Wypracowanie, więc oczywiście.
3. Trója lub dwója. TAK, z góry zakładam. Nie dostanę nic lepszego.
4. Nie wiem. Chyba będzie dobrze.
5. Pała.
6. Spoko.
7. Matma, jeez. Może się udać.
8. Ok.
9. No przecież jestem kujonem z tego przedmiotu, jak twierdzą.
10. Trzeba być analfabetą, żeby tego nie zaliczyć.
11. To nie problem.
12. Nie ma o czym mówić.
13. Wolę o tym na razie nie myśleć.
14. Bo ja wiem?
15. Lol, spoko.
16. Śmiech na sali, jeśli ja to przeczytam to będę z siebie dumna.
Myślisz, że teraz zaprzeczyłam temu, co napisałam wcześniej? To jesteś w błędzie.
To nadal jest masakra. Żeby to wszystko, co tu "przewidziałam" się spełniło, trzeba się nawkuwać.
A kiedy ja mam wkuwać? W nocy, wcześniej nie mam czasu. A to oznacza zarwane noce i okropne poranki, całe dnie spanie na lekcjach i narzekanie na wszystko co jest do okoła.
Szkoda tylko, że najważniejszym tu jest egzamin ze skrzypiec. I na to mam najbardziej pracować, według moich rodziców i nauczyciela od instrumentu. A zwykli profesorowie twierdzą, że to przecież ich przedmiotów mam się uczyć, a co ich obchodzi że za 3 tygodnie mam egzamin.
Tak to wygląda.
Mam się rozpłakać? Nie, nie będę płakać. Nienawidzę robić z siebie sieroty. Nienawidzę płakać.
To co ja mam, kurka, zrobić? Już wiem, jak sobie z tym poradzę. W praktyce będzie to wyglądało tak, że jak będzie się zbliżał każdy sprawdzian/oddanie jakiejś pracy stwierdzę, że no przecież nie muszę nic robić i będzie OK. I wyjdzie tak, że raz mi się uda i dostanę 5, a później dostanę pałę z czegoś innego. Nie mogę tak robić. Chociaż dużo zapamiętuję z lekcji, to...kurde, przyszedł czas na naukę!
Ahh, rozpisałam się. A już 23:00 i czas lulu bo w ogóle jutro wstaję na 8:00. W sobotę, tak, w sobotę! Rozbój w biały dzień? Nie! Akurat to jest najprzyjemniejszą rzeczą w całym moim posranym tygodniu, bo sama sobie na nią zapracowałam. O 9:00 mam japoński(2,5h), na który zawsze wstaje i jadę. Tak, to jedyna lekcja z której nie mam ohoty uciec. No, to przynajmniej mnie pociesza. Ale później w sobotę będę musiała jak zawsze sprzątać cały dom, żeby niby nie robić tego w niedzielę. A w niedzielę I TAK wszyscy ścierają kurze, myją okna i nie wiadomo co! Pff.
Co tam jeszcze u mnie? Jest jeszcze parę rzeczy, ale one idą do "prywatnego" pamiętnika, który leży sobie zawsze na dnie mojej szuflady. Coś w tym śmiesznego, że piszę pamiętnik? No nie wiem, niektórzy uważają, że to dziecinne.
A ja myślę, że wręcz przeciwnie.
- Mood:
Defeated - Listening to: Bôa - Welcome
- Reading: nothing
- Watching: Honey&Clover scenes.
- Playing: the violin.
- Eating: nothing
- Drinking: nothing
A co, też słuchasz ich i grasz w takie superekstrastare gry? ; D
Ja dotąd nie spotkałam nikogo, kto by podzielał moje zainteresowania jeśli chodzi o muzykę! Słucham takich dziwnych zespołów, że aż strach się bać! W ogóle jako nastolatka powinnam lubić raczej pop, a ubóstwiam Rock Progresywny i Neoprogresywny, co jest starocią i "żalem" xD
--
It was just my imagination.
W kwestii muzyki, to niby czego masz słuchać w takich dziwnych czasach, gdzie bożyszczem nastolatek (ostatnio też mojego 'kolegi'
Nie no, Baldur faktycznie rządzi. Jedynkę (prawie) przeszłam. Dwójkę dwa razy
Zależy dla kogo się chwali ;] Jak powiesz zwykłej nastolatce, że słuchasz Rocka Neoprogresywnego to ona odpowie "neo...co? brzmi jak nazwa choroby" : ) A co tam jeszcze o sobie powiesz?
--
It was just my imagination.
Previous Page12345...Next Page